Menu

Gdy sięgnę pamięcią do swojego dzieciństwa to przypomina mi się mnóstwo zabaw, w które bawiłam się ze swoim dziadkiem. Była to nauka tańca, czy nawet "coś" co nazywaliśmy "wsadzaniem do pieca". :) Chodziło o to, że dziecko staje na rękach osoby leżącej na podłodze i chwyta się za nogi tej osoby. Następnie zostaje "przemieszczone" od strony głowy osoby leżącej do jej nóg. :) Pamiętam, że zabawa ta była jedną z moich ulubionych.
Na pewno każdy z nas miał taką swoją ulubioną zabawę i nie wyobraża sobie swojego dzieciństwa bez niej. Ulubionym zajęciem Kinii jest wszystko co związane z plastyką. Uwielbia rysować, malować kredkami, pisakami i farbkami, lepić z ciastoliny, robić wyklejanki z papieru i bibuły. Nie ma u nas choć jednego dnia w którym nie zrobiłaby jednej z wyżej wymienionych rzeczy, a przeważnie jest tak, że robi wszystko aż dnia jej zabraknie. :)

Nie ukrywam, że nie raz po takiej zabawie to dziecko czyste nie jest ... ale jakie szczęśliwe. :) Ostatnio podczas zabawy wylała całą wodę ze słoiczka na wodę (potrzebnego do malowania farbkami). Na szczęście stoliczek ma zagłębienie pod przykrywką, dzięki czemu woda nie rozlała się na podłogę. Muszę przyznać, że na początku się zezłościłam trochę, tym bardziej, że stolik cały był zalany, a pod przykrywką zrobiło się małe jeziorko w którym potopiły się resztki ciastoliny. Powiedziałam Kingusi: "Zobacz co zrobiłaś, teraz trzeba to wszystko postprzątać" a ona na to wybuchła śmiechem, co już zupełnie mnie zdezorientowało i rzekła: "ha ha ha mama, zobacz - jeziorko z rybkami". Nie miałam zatem innego wyjścia jak śmiać się razem z nią, a potem mieć co wspominać. Posprzątać trzeba było, ale dostrzegam w takich momentach jak taka zabawa ją uszczęśliwia. Czasami zamiast na kartce farbki znajdują się na różnych kubeczkach po jogurtach, czy papierowych "rurkach" po papierze toaletowym, które Kinia zbiera w celu ich pomalowania. Uważam, że zabawa taka rozwija w dziecku kreatywność i nie możemy dla własnej wygody zabraniać dziecku zabawy.
Jak to zabraniać? Już tłumaczę. Otóż wielu rodziców dla własnej wygody - tak dla własnej wygody bo innego powodu nie znajduję po prostu nie pozwala swoim dzieciom na zabawę ... bo pobrudzi siebie, inne rzeczy czy po prostu nie umie się tym bawić. A jak ma się nauczyć bawić, gdy nie ma z tym styczności? Muszę przyznać, że na początku sama miałam wątpliwości co do niektórych zabawek. Choćby do trikoliny o której pisałam tutaj. Okazała się świetną zabawką, która uformowana w kulkę odbija się, a rozciągnięta tworzy niespotykane kształty przypominające nitki makaronu. Jednak, gdy dostanie się na ubranie, to niestety plamy zostają. I co, nie dawać się nią dziecku bawić? A może tak po prostu dziecko przypilnować podczas zabawy, lub zakładać "specjalne" ubranka przeznaczone na takie zabawy, które po prostu można zabrudzić. :)
No cóż. Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem osób, które zabraniają dzieciom zabawy ciastoliną, czy malowania farbkami. Może faktycznie nie pokazuj dziecku jak przyklejasz naklejki na ścianę do sypialni, gdyż może kiedyś idąc twoim śladem stworzyć własną kompozycję. Aby jednak tego uniknąć dobrze jest dziecku wydzielić jakieś miejsce, gdzie może do woli przyklejać swoje naklejki. Może to być wnętrze szafki dziecka, czy też specjalny "zeszyt na naklejki". Wszystko zależy od naszej wyobraźni, możliwości i zastosowania rozwiązań. Do malowania używamy fartuszka, wszelkie brudzące prace wiążą się z koniecznością przebrania w odpowiednie ubranie. Tylko stoliczek jest przeznaczony na takie prace, ale za to można tam malować, lepić i wyklejać bez żadnych ograniczeń. Trzymajmy się po prostu pewnych zasad, ale pozwólmy dzieciom się bawić!. Pozwólmy rozwijać im swoje zdolności i zainteresowania. Pomyśl o dziecku, a nie o własnej wygodzie, czy późniejszej konieczności sprzątania. Jeśli dziecko jest w odpowiednim wieku (około 3 lat) możesz go zaangażować zarówno w przygotowania do takiej zabawy, jak i w sprzątanie po niej. Dzieci naprawdę chętnie ścierają stoliczek, zbierają resztki ciastoliny wyrzucając je do kosza, czy wylewają wodę ze słoiczka. Często to też jest dla nich zabawa. :)

Przydatny post? Udostępnij go!

4 komentarze:

  1. nigdy nie słyszałam o trikolinie, fajny kreatywny pomysł

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja pozwalam, wtedy mam święty spokój i sama się pobawię :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie dotykaj, bo zepsujesz. Nie ruszaj, bo się pobrudzisz. Nie śpiewaj, bo mnie głowa boli.
    Ech...
    To po co takim rodzicom dzieci?

    OdpowiedzUsuń
  4. A zamiast naklejek na ścianie / meblach proponuję naklejkową książeczkę:
    http://bajdocja.blogspot.com/2014/08/co-robic-z-naklejkami-naklejkowa.html

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję że poświeciłeś chwile czasu by dobrnąć do końca postu. :) Jeśli Ci się podobało to pozostaw po sobie jakiś ślad... ja także Cię odwiedzę. :) Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Podoba Wam się mój blog? Chcecie być zawsze na bieżąco? Wystarczy dodać go do obserwowanych. :)

Mama-AsiaLM.pl - Blog Parentingowy, recenzje książek dla dzieci i kobiet © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony przez Mama-AsiaLM.pl